[2010-07-28] Lunatic Soul – nowy album coraz bliżej!
Mariusz Duda kończy właśnie nagrywanie materiału na drugi album „Lunatic Soul”. Tak samo jak w przypadku debiutu wszystko odbywa się w warszawskim studiu Serakos pod okiem Roberta i Magdy Srzednickich. Aktualnie trwają prace nad partami wokalnymi. Na sierpień przewidziany jest miks i mastering materiału. Biały album(...)
[2010-07-16] Już w tym roku nowa płyta Lunatic Soul!
Mariusz Duda jest właśnie w trakcie komponowania materiału na nową płytę Lunatic Soul. Tym razem czeka nas „biały album”.„Od początku widziałem dwie pierwsze płyty jako dyptyk. W wersji czarnej i białej. Żadnych tytułów płyt – po prostu nazwa i znak graficzny. Płyta czarna to przejście na s(...)
Mariusz Duda, wokalista warszawskiego kwartetu Riverside, nagrał solowy album. Album, który spośród wydanych w 2008 roku w Polsce płyt, ma szansę zostać płytą roku. Tekstowo rzecz oczywista, że jest doskonale. A fakt, że do pracy nad tym krążkiem pomysłodawca zaprosił wielu znakomitych muzyków, gwarantuje obfite instrumentarium, cieszy niezmiernie i absorbuje ucho, nawet to niezbyt zakochane w progresywno-rockowych dźwiękach.
Niepodobna uniknąć porównań z macierzystą formacją Mariusza Dudy, dlatego na początku będą to porównania ogólne. W przypadku obu projektów: nikt takiej muzyki w TAKI sposób w Polsce nie gra. Znakomitość i podobieństwo tekstów, będących w wypadku Lunatic Soul jedynie subtelną okrasą dla muzyki, nie ma sobie podobnych na gruncie polskim. Do tej pory Riverside serwował słuchaczom albumy koncepcyjne, co frontman zespołu przeniósł także na swój solowy projekt. Bo ważne są słowa, znaczenia, momenty, meandry uczuć, złożoność relacji i czasu. Co daje w tym wypadku efekt w postaci tournée lunatycznej duszy…
Niektórzy zapytają: a jakaż to jest muzyka? Na internetowej stronie można wyczytać, iż płyta zawiera: materiał zainspirowany rockiem, ale także muzyką filmową, czy takimi wykonawcami jak Peter Gabriel, Dead Can Dance, czy Hedningarna. Na albumie nie pojawia się w ogóle gitara elektryczna, a mimo to ostateczny efekt jest absolutnie niezwykły! To prawda. Stanowią o tym zwłaszcza kompozycje instrumentalne. Niektóre zaś z pozostałych mogłyby z powodzeniem znaleźć się na drugim bądź trzecim albumie Riverside, by wspomnieć choćby Adrift lub Out On A Limb. Kompozycje instrumentalne scalają album niczym klamra, podczas gdy środkowe stanowią pomost pomiędzy kolejnymi istnieniami bohatera opowieści. Bynajmniej nie lunatycznej, lecz przemyślanej od początku od końca.
Ten hipnotyczny album to nieco ponad trzy kwadranse muzyki. Tułacza wędrówka bohatera Mariuszowych opowieści muzycznie opiera się na psychodelicznej atmosferze niby-błądzących dźwięków, dopracowanych oczywiście produkcyjnie i konceptualnie. Labirynt wspomnień, do którego słuchacz dostaje zaproszenie, chyba nie jest jednak tak mroczny, jak w wypadku Riverside’owego Pinka. Ten „bohater” nie jest zaszczuty wspomnieniami, choć pobłądził podczas księżyca pełni… Polecam wszystkim fanom norweskiego śpiewania i psychodelicznych pejzaży!
Data publikacji artykułu: 28 października 2008 Autor: Agnieszka Lasota